NARODZINY SERENITY
Rozdział 1
Samotne światło błyszczy przez ciemne mieszkanie. Oświetla pozostałości różowego, mrożonego ciasta i niepotrzebne, brudne naczynia. Jedynie godzinę temu mieszkanie rozbrzmiewało muzyką i śmiechem, zapach pragnienia ponad dymem rozpościerał się w całym ich przytulnym domu. Pozostawione tam serwetki trzepoczą na niewielkim wietrze, przerzucane jak strony otwartej książki. Proste zasłony łączą się w powolny taniec, obejmowane przez świeże wieczorne powietrze.
Przejechała dłonią po gładkiej skórze, która skąpana była w blasku pełni księżyca. Na zewnątrz, ponad małym balkonem, światła miasta walczyły o przewagę, ale księżyc tej nocy jeszcze nie skończył.
- Wiesz, świeci tak jasno dla ciebie. Jego księżniczka.- Ciepłe ręcę otoczyły jej ramiona, a jego łagodząca woń wypełniła jej płuca. - Wiesz, to twój specjalny dzień.
- To jest piękne - słowa z jej niewyraźnych warg przechodziły z lękiem w szept.
- Dzisiejszej nocy byłaś piękna - zamknął oczy, pamiętał drogę ze świec, którą przebyły jej złote włosy płonące w przyciemnionym świetle. - Oczywiście, ty zawsze jesteś piękna.
Zachichotała cicho.
- Mamoru...
- Czy masz wszystko czego chcesz?
- Tak, sądzę, że nie potrzebujemy kolejnego tostera.
- No cóż, twoja mama wie, jak brniesz przez urządzenia, a może raczej to, że wszystko przez nie eksploduje.
Na tym śmiech się skończył i ustąpił naburmuszeniu.
- Jestem znacznie lepsza!
- Wiem, jestem z ciebie dumny. Wszystkiego najlepszego, Usako - szepnął jej do ucha, bawiąc się jej miękkimi włosami.
Namacalne dźwięki dżungli podpływały do nich, czuli ciszę sztucznego życia, które nadchodziło, i które tak dobrze znali. Coś na temat drogi, którą kroczyła wraz z nim, ponownie sprawiło, że odpoczął. Obserwował jej drobiazg - ślubną obrączkę obracającą się dookoła jej szczupłego palca.
- Coś nie tak? Urodzinowe przygnębienie?
- Wszystko jest takie idealne.
- I to jest powód do zmartwień? - zachichotał.
Westchnęła głęboko, ponieważ dźwięk jego głosu był niepokojący.
- Usako?
- Nie boisz się, Mamoru? Inni dobrze to tej nocy ukryli, ale ja mogę zobaczyć...
- Usa...
- Nadchodzi czas, i coś jeszcze wisi w powietrzu - spojrzała w górę na księżyc. Świecący, srebrny glob czuł jej modre oczy. - Czuję to.
Jego niepokój z poprzedniej nocy zalewał mu umysł, ale nigdy nie pozwoli jej go zobaczyć.
- A czy to możesz poczuć?
Jego silne ręce głaskały jej włosy, ślizgały się, szeptając jej do ucha tuż przy policzku, opuszczając ten delikatny szlak w kierunku kącika jej warg.
- A to?
- Tak.
Zadrżała nieco, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Delikatnie ujął jej rękę i poprowadził do mieszkania.
- Mam coś, co chcę Ci pokazać.
- Co, Mamoru?
- To niespodzianka.
Zachichotała, a on zasłonił jej oczy i poprowadził ją do sypialni.
- W porządku.
Para nowożeńców walczyła gorliwie o wygląd ich sypialni. Mamoru nalegał, by pozbyć się z mieszkania różowego klosza i prześcieradała w króliczki. W jakiś sposób para yin i yang poradziła sobie z odnalezieniem równowagi, osiadła na rozłożonym białym i ciemnym drewnie. Rodzinne fotografie i portrety odległych miejsc zastępowały plakaty gwiazd. Jednakże, coś niezwykłego zaparło dech w persiach pannie młodej.
Mnóstwo płatków czerwonych róż porozrzucanych w poprzek przytulnego pokoju, zakrywało łóżko i podłogę, jak te opadające jesienią. Delikatne, złote światło świec, skąpało pokój w romantycznym blasku. Jego urok jakkolwiek tu nie ustąpił. Był delikatny jak podczas porywistego wiatru w czasie burzy, w pokoju płatki zaczęły przed nimi tańczyć z powietrzem, przybierając kształt delikatnego wiru. Łapała oddech, bez wahania ruszyła, by zaatakować go łagodnym pocałunkiem. Bez lęku wkraczała w zadziwiający wir, obracając się dookoła w swej czerwonej, koktajlowej sukience. Obserwował jej taniec z małym uśmiechem, ponownie pochylając się nad progiem. Dni, które tu spędzili, były długie. Tragiczna bitwa i złe intrygi, rozłąka i złamane serce, krew, pot i łzy, wszystko odeszło z dowodem ich miłości. W momentach takich jak ten, kiedy zatrzymywała się i przypatrywała mu się w samym środku pięknej burzy, wszystko znikało. Powoli podszedł do niej i ręką dotknął jej policzka.
- Wiem, że boisz się tego, co ma nadejść, i sądzę, że ja także. Ale jesteśmy w tym razem, zawsze, tak jak zawsze było. Cokolwiek nadejdzie, nie zmierzysz się z tym sama.
- Obiecujesz?
Uśmiechnął się jak przyczajone dziecko, jej jasne oczy błyszczały.
- Obiecuję. Kocham cię, Usako.
- Ja też cię kocham, Mamoru.
Delikatnie ja pocałował, a ona westchnęła rozmarzona. Ich ręce tańczyły po każdym z nich, biorąc wszystko, co mogli wziąć z intymnego kontaktu. Płatki zataczały kręgi po pokoju, czując że trafiły na kojące prześcieradło, otaczający ich świat odchodził w zapomnienie. Z jednym, finałowym porywem wiatru zgasły świece, cichy śmiech powtarzał się w ciemności.
Wschód słońca nie przyniósł nic więcej poza nowym dniem. Ruch połączył ich jak zawsze, wprowadzał tłum pracowników w ich stałą pracę. Dzieci obejmowały ciepłe promienie słońca, wykorzystywały ich matczyną cierpliwość, podczas gdy nastolatki znalazły drogę do parku i miejsc, do których nie powinni byli iść.
Biegła we wczesnym chłodnym poranku, jej kucyki trzepotały z każdym krokiem. Ledwie spała poprzedniej nocy. Po przyjęciu Usagi opadła na kanapę ze swoją torbą czekoladowych chipsów i czarno-białymi filmami. Teraz śmiała się z siebie. Myślała, że poprzedniej nocy świat się skończy, ale dzisiaj mogą ponownie zaciekle walczyć ze złem. Wiedziała, że inni będą myśleli tak samo, przypuszczała, że było to coś naturalnego. Przerwała swój bieg i skorzystała z pobliskiej, opuszczonej ławki, by rozciągnać mięśnie. Wtedy spostrzegła, że jakaś kobieta odpoczywa pod drzewem, za którym stała, jej nogi ukryte były pod niebieską spódnicą. Książka spoczywała jej na kolanie, ale oczy zdawały się patrzeć na wylot, tracąc znaczenie słów. Makoto uśmiechnęła się i cicho podeszła do niej.
- Dzień dobry.
Ami spojrzała w górę i odetchnęła z ulgą.
- Wystraszyłaś mnie, Mako.
- Przepraszam, co tutaj robisz?
- Oh, po prostu potrzebowałam wyjść z domu. Posiedzisz ze mną?
- Jasna sprawa, Ami. - Obserwowały jak późnym popołudniem przybywa do parku coraz więcej ludzi, wkrótce zaroiło się dookoła od ich bezmyślnego paplania.
- Mogę Ci zadać pytanie, Ami?
- Oczywiście.
- Czy kiedykolwiek się zastanawiałaś się, co by się z nami stało, gdybyśmy nigdy nie zostały wojowniczkami?
Niebieskowłosa westchęła.
- Próbuję, tego nie robić.
- Dlaczego?
- Nie ma tak naprawdę powodu. Nie możemy zmienić przeszłości.
- Owszem możemy.
Ucichły, wiedziały, że to prawda. Wrota czasu, które pokazały im ich ostateczną przyszłość- myśl ta powracała do ich umysłów przez lata, przypominając obie drogi.
- Czy ty naprawdę chcesz wrócić, Mako? Zmienić wszystko, na co tak ciężko pracowałyśmy? Zmienić to, co ona dla nas zrobiła?
- Nie, ja po prostu zawsze biegnę, uciekam.- Ami wzięła ją za rękę i każda z kobiet uśmiechnęła się.
- Dostałyśmy szansę by ponownie się odnaleźć, byśmy mogły być szczęśliwe.
- Dobrze, nigdy więcej uciekania.
Marzyła o tym, by pozostać we śnie, ale hałas dochodzący z ulicy nieustannie wlewał się przez jej okno i niechętnie otworzyła swe błękitne oczy. Spojrzała z rozdrażnieniem i zrzuciła czarne, satynowe prześcieradło i zerknęła na puste miejsce na łóżku. Poduszki i pofałdowane prześcieradło, na których kiedyś spał, ciągle nim pachniały. Uśmiechnęła się smutno i wygładziła materiał. Nagle zadzwonił dzwonek i zaskoczona szybko wyskoczyła z łóżka. Chwyciła czarne prześcieradło i pociągnęła je za sobą do drzwi jak suknię balową. Kiedy otworzyła drzwi, jasny błękit napotkał ciemne morze i Minako uśmiechnęła się.
- Dzień dobry, Rei - Kapłanka popatrzyła na strój koleżanki i zarumieniła się.
- Dzień dobry, Minako. On wciąż tu jest?
- Oh nie, wejdź - zaprosiła ręką do środka - Co słychać?
- Kto to był? - zapytała Rei, gdy usiadły.
- Ach, to chłopak z solarium - Minako uśmiechnęła się, nurkując do lodówki. Pojawiła się z sokiem, i napełniła nim dwie szklanki, zanim skierowała się w stronę skórzanej kanapy.
- Kiedy zamierzasz znów się z nim spotkać?
- Oh, nie wiem - Minako wzruszyła ramionami i przyciągnęła kolana do piersi.
- Ale, nie lubisz go?
- Oczywiście - Minako uśmiechnęła się i zaszurała stopami pod satynowymi prześcieradłami. Rei ponownie się zarumieniła i przewróciła oczami na flirtującą przyjaciółkę. Minako spoważniała i napiła się soku.
- Ale to nigdy nie jest proste, nie od czasu kiedy...
- Przepraszam, nie myśl o nim. W każdym razie jestem pewna, że miałaś lepszą noc niż my - zachichotały i przez kilka minut siedziały w ciszy, co chwila popijając sok.
- Mogę cię o coś zapytać, Rei?
- Pewnie.
- Czy zastanawiałaś się kiedykolwiek, jakie byłoby nasze życie, jeżeli odnowiłybyśmy Srebrne Tysiąclecie?
- Oczywiście.
- A myślałaś o tym jakie byśmy były? Co byśmy robiły?
- Jedno życie mi wystarczy - Rei potrząsnęła głową.
- Wiem - westchnęła Minako.- Ja po prostu...ja nie pamiętam wszystkiego, ale pamiętam wystarczająco dużo, by się zastanawiać i czasami... marzyć o tym jak byśmy żyły, gdyby dane nam było tam powrócić.
Teraz Rei zrozumiała przyjaciółkę i zachęcająco się uśmiechnęła.
- Gdybym mogła, to nie wiem, jaką podjęłabym decyzję.
- Ona już ją za nas podjęła i musimy wierzyć, że to była słuszna decyzja.
- Tak, wiem.
Przyjaciółki uśmiechnęły się do siebie i Rei mocno ujęła jej rękę.
- A tak w ogóle to po co tu przyszłaś?
- By Ci pokazać, że nie jesteś sama.
Podczas gdy słońce jasno świeciło, on szedł zakorkowanymi ulicami miasta. Popołudniowe słońce w ten ciepły dzień zmusiło wielu pracowników do opuszczenia budynków i zjedzenia na zewnątrz. Znalazł automat z napojami z mało zachęcajacym wyborem, ale z ulgą wrzucił monetę. Natrafił na wolny stolik na zewnatrz i usiadł z wdzięcznością. Potrzebował czasu, aby pomyśleć, by móc oderwac się od wszystkich obowiązków. Z chłodną szklanką w ręku, z roztargnieniem obserwował tłumy ludzi, zatracał się w bezkresnym oceanie twarzy. Wkrótce będą chcieli patrzeć na niego i jego potężną królową, wkrótce będą panować w nowym świecie, ale jak prędko i w jakim stopniu? Po chwili spostrzegł w tłumie znajomą twarz i nagle poczuł więlką chęć, by nie siedzieć więcej samemu.
- Hej, Setsuna!
Karmazynowe oczy błysnęły w jego kierunku i jej stopa zatrzymała się w półkroku. Z niepewnym wyrazem twarzy patrzyła na swojego przyszłego króla, dopóki się nie uśmiechnął i zamachał na nią.
- Witaj, Setsuno.
- Dzień dobry, panie Mamoru.
- Gdzie szłaś?
- Oh, tylko wracałam do domu.
- Dotrzymasz mi więc przez chwilę towarzystwa?
- Przyłączyć się, no cóż, ja...No dobrze.
Setsuna nieco się zarumieniła, ale nim opuściła twarz obdarzyła go pogodnym uśmiechem. Zesztywniała usiadła, a Mamoru obserwował jak wiatr z pasją bawi się jej długimi włosami.
- Co u was słychać?
- W miarę dobrze, nie minęło wiele czasu odkąd byłyśmy razem z Usagi i resztą.
- Tak, sądzę, że masz rację - czuli ciszę po nadejściu kelnera, nie mogąc podnieść na siebie wzroku.
- Dlaczego pan mnie zawołał?
Westchnął.
- Jesteś moją przyjaciółką, prawda? Więc dlaczego nie? A poza tym zdecydowałem, że potrzebuję towarzystwa - szczerze się uśmiechnęła i nie mógł się powstrzymać, by nie odwzajemnić uśmiechu.
- Miałeś ciężki dzień?
- Nie, nie do końca. Ja po prostu, no cóż musiałem coś przemyśleć i pomyślałem sobie, że wyjście z domu może mi pomóc.
- Aha, oczywiście.
- Czy mogę ci zadać pytanie?
- Pewnie.
- Jesteśmy przyjaciółmi, tak? W przyszłości?
Jej oczy przestały być nieobecne i bacznie mu się przyglądały.
- Tak, w przyszłości jesteśmy przyjaciółmi
- Nie mogłem tego zrozumieć wtedy, kiedy po raz pierwszy podróżowaliśmy w czasie. Nie rozumiałem, jak możemy się do siebie zbliżyć, ale teraz rozumiem.
- Wiec jak?
- Oboje jesteśmy tajemniczy, skryci i wylęknięci. Pocieszamy się tym w samotności. Ale prawdą jest, że nie jesteśmy sami, i nigdy tak naprawdę nie chcieliśmy być na pierwszym miejscu. Czekaliśmy po prostu na kogoś, by wyjść mu naprzeciw.
Setsuna zrezygnowała z wyraźnego oddechu, który chciała wziąć, a on zachęcająco się do niej uśmiechnął.
- Usagi nas ocaliła.
- Usagi nie była tą, która mnie ocaliła - szepnęła do siebie Setsuna i opuściła wzrok na kolana.
- Co?
- Nic. Mogę teraz o coś zapytać, panie Mamoru?
- Oczywiście, i proszę, po prostu Mamoru.
- Zrobiłby pan wszystko, by być pewnym, że księżniczka będzie szczęśliwa?
- Tak.
- Nawet jeżeli przez pewien czas mogłoby to jej sprawiać ból?
- Jeżeli ostatecznie mógłbym uczynić jej życie lepszym, to tak. A o co chodzi?
Tajemnicza wojowniczka westchnęła i wzięła duży łyk wina.
- Po prostu proszę pamiętać, panie Mamoru, przyszłość nie jest stała. Czas płynie i odpływa jak rzeka. Koniec może być w jakiś sposób taki sam, ale drogi którymi kroczymy można zmienić -wstała i wyjęła drobne z portmonetki.
- Setsuno, o co tu chodzi?
- Zobaczysz. Miłego dnia, panie Mamoru.
Drzwi do dwóch pokoi zostały szeroko otwarte na odemkniętych błyszczących zawiasach przez pana domu. Przyzwyczajenie kazało mu położyć brzęczące kluczyki na stoliku, i zmienić buty, doświadczenie kazało mu przygotować się na niespodziewany atak. Zdezorientowany otworzył oczy i rozejrzał się po pustym mieszkaniu.
- Usako?- zawołał. Nic z jej torebki nie leżało na kanapie. Szedł ukradkiem przez pomieszczenie, rzucił wzrokiem na kuchnię i łazienkę. Drzwi do pokoju gościnnego po lewej stronie były otwarte i mroczne, i teraz spojrzał za siebie na zamknięte drzwi. - Usagi?
Delikantnie otworzył drzwi do ich sypialni i z westchnieniem znalazł obiekt swoich uczuć siedzący po turecku przy łóżku. Wokół niej leżało pełno albumów załadowanych zdjęciami, szeroko otwarte, ukazywały szczęśliwe, słoneczne dni na zawsze uchwycone w kadrze oraz zdjęcia rodziny i przyjaciół. Oglądała je z zachwyconym wyrazem twarzy i wyglądała jakby nigdy nie wstawała z łóżka. Jej włosy były w nieładzie, opadały na łóżko niczym kreta rzeka, a jego dresowa koszula pofałdowała się na jej delikatnym ciele.
- Nie słyszałaś, jak cię wołałem?
- Wszystkie te wspomnienia...
- Usako? - podszedł, ujął ją za podbródek i zmusił ją, aby na niego spojrzała. Widział już wcześniej ten wzrok u rodzin swych pacjentów, którzy czekają na wiadomości. Przykrą refleksją było patrzenie na ich modlitwy o dobre zakończenie i słuchanie wspomnień o dniach, kiedy wszystko było dobrze.- Kochanie, co się dzieje? - Obserwował jak jej oczy zaczynają błyszczeć i czuł jej nagły ruch w swoim zasięgu.
- Wszystko się zmienia, i to - sięgnęła po album - to będzie złudzienie. W końcu stając się Czarodziejką z księżyca, mogłam powrócić do mojego normalnego życia, ale teraz, teraz będę nią przez cały czas i tam nie będę się mogła więcej retransformować. Oh Mamoru!
Nagle przytuliła się do niego i wtedy jego ramiona mocniej zacisnęły się wokół niej. Zamknął oczy, by się skupić, dać odpocząć twarzy w jej włosach, by znaleźć jak najlepsze słowa. W końcu pozwolił sobie zmniejszyć uścisk i pogładził ją po włosach, gdy zaczęła mocno płakać.
- Nie chcę pozwolić im odejść - wreszcie ujawniła, szlochając.
- Nigdy nie możesz pozwolić nam odejść Usa, to niemożliwe. Zajęło ci trochę czasu, aby dorosnąć jako wojowiczka i tak naprawdę wątpię, czy uda ci się nagle nauczyć jak być królową. Ale przyszłość jest dowodem na to, że ci się uda. Będziesz gotowa.
- Ale ja nie jestem gotowa! Nie jestem gotowa, by zostawić nasze życie, Mamoru. Jestem teraz taka szczęśliwa i wszyscy inni też. Ja absolutnie nie jestem gotowa na to, by rządzić, nie wiem jaka jest różnica pomiędzy republiką a demokracją. Ja nawet nie jestem pewna, gdzie jesteśmy.
- Jesteśmy w monarchii konstytucyjnej.
- Widzisz! Jestem beznadziejna, a ona, ona była idealna. Poczułam to podczas przesilenia Czarnego Księżyca. To byłam ja, ale to nie byłam ja.
- Oczywiście, że to byłaś ty, Usako. Masz wyjątkowy charakter pisma, pokaż to - zachichotał, próbował jeszcze raz ją rozchmurzyć.
- Nie Mamoru - spojrzała mu prosto w oczy - Było coś jeszcze. Ona była kimś jeszcze. Ty też to czujesz, prawda? Z nim? - powaga w jej oczach sprawiła, że jąkał się przy odpowiedzi.
- No cóż, ja...
Ponownie spojrzała na swoje zdjęcia, wspominając dawne czasy.
- Jak możemy stać się kimś, kim mamy być, skoro nie możemy sobie przypomnieć, kim byliśmy?
- Nie rozumiem?
- Pamiętam kawałki i drobiazgi, czasami, jeśli naprawdę mocno się skoncentruję, potrafię sobie przypomnieć całe rozmowy i miejsca. Ale nasza przeszłość jest ciągle gdzieś daleko zamknięta. Ona też, to dla mnie po prostu tajemnica. Ale oni, ona, on, oni wszyscy są nami! Nigdy nie zastanawiałeś się, jak po raz pierwszy się spotkaliśmy Mamoru? Za tym bardzo, bardzo pierwszym razem? Nie zastanawiasz się, jak to było? - W końcu z westchnieniem usiadła na łóżku i podniosła wiele rozrzuconych fotografii.
- Oczywiście, że tak. Zastanawiam się, jacy byli moi rodzice i jaka była religia, nim wszystko się zmieniło. Przyjaciele i rodzina umarli dla mnie dawno temu. Usako, my ich więcej nie potrzebujemy. Mamy teraźniejszość i mnóstwo wspomnień, których wiem, że nigdy nie zapomnimy.
- Więc nawet jeśli byś mógł, nigdy nie chciałbyś poznać przeszłości?
- Nie wiem Usako, boję się, że by nas to zmieniło. Poza tym, jak przeszłość ma się do dzisiejszych czasów, do naszej przyszłości. To całe podróżowanie w czasie jest szalone Usako, potrzebujesz odpoczynku.
- Wiem, ja po prostu...
Uśmiechnął się i wziął ją za rękę.
- Wiem. Będziemy z tobą, Usako, i ja będę przy tobie na każdej drodze aż do końca.
Strony książki stawały się dla niego rozmazaną plamą. Długi dzień sprawiał, że tracił siły i z westchnieniem zamknął książkę i odłożył okulary. Z uśmiechem spojrzał na ukochaną leżącą mu na kolanach. Blond włosy leżały na kanapie i jego ciemnych spodniach, błyszcząc w świetle telewizora. Zasnęła, oglądając telewizję, a jego nogi zdrętwiały jeszcze wcześniej. Przyglądał się jej rozchylonym ustom i za każdym razem czuł jej oddech.
Jego myśli powróciły do jego tajemniczej rozmowy z Setsuną i tego, co powiedziała mu Usagi parę godzin wcześniej. Zastanawiał się, o czym mogła mówić Setsuna? Tej nocy Usagi skoncentrowała się dodatkowo na jego teoriach dotyczących strażniczki czasu. Może Kryształowe Tokio nie powstanie, może prawdziwe życzenie Usagi wreszcie zostanie spełnione. To miałoby sens, skoro Setsuna mówiła coś o szczęściu Usagi. To jest życzenie jego żony, tylko być szczęśliwą, szczęśliwą i zwyczajną.
- Już teraz najświeższe informacje. - Dramatyczna muzyka i entuzjazm w głosie dziennikarza sprawiły, że spojrzał w telewizor. - Historia została stworzona przed paroma godzinami. Naukowcy z Narodowego Obserwatorium U.S w Kitt Peak zdecydowali co do najwspanialszego odkrycia w tym stuleciu, i może nawet w tym milenium.
Kiedy rozmazany wizerunek pojawił się na ekranie, napięła się każda część jego ciała, a krew zaczęła napływać mu do głowy. Obraz z przeszłości, teraźniejszości, a nawet z przyszłości przeszył jego wspomnienia, każde wrażenie paliło jego ciało. Jego teorie pochłonęły płomienie, rozpadły się jak popiół.
- Naukowcy ciągle nie są pewni, jaką nadać jej nazwę, ale wszystko zostanie ustalone na jutrzejszej konferencji. To jest ekscytująca wiadomość i bardzo ekscytujące odkrycie. Kto mógłby przypuszczać - dziesiąta planeta.
Nazwa wydobyła z jego ust jak klątwa- "Nemesis".
Koniec rozdziału pierwszego.